Dlaczego miłość nie wystarczy?

W związku nie chodzi o miłość. 

Na samą myśl coś we mnie zaczyna się burzyć.

Odpala się MÓJ GŁOS WEWNĘTRZNY: Jak to nie o miłość, a o co? Nie po to, tyle lat oglądam filmy o miłości, żeby teraz jej zaprzeczyć. Przecież miłość jest fundamentem związku?

Jakaś część mnie chciałaby się z tym zgodzić, ale życie pozwoliło mi  dostrzec inną wersję prawdy.

Jeśli jeszcze nie masz ochoty wydrapać mi oczu lub spalić na stosie, to będę pisała dalej.

Czy słyszałaś kiedyś kobietę, która ze łzami w oczach mówi “Byłam tak podekscytowana jego potencjałem i zaślepiona miłością, że nie dostrzegałam nic innego”?

Ja słyszałam to nie raz i miałam wątpliwy przywilej być właśnie tą kobietą.

Warto zacząć od definicji miłości.

Kurczę okazuje się, że i tu pojawia się problem, bo każdy ma swoją definicję miłości. Wystarczy posłuchać siebie wzajemnie, a właściwie wsłuchać się w pretensje par. Oto kilka przykładów:

Gdybyś mnie kochał, to …

 

  • zmieniłbyś się dla mnie

 

  • to byś posprzątał sam z siebie, a nie wciąż muszę Cię o to prosić

 

  • to byś na mnie nie krzyczał

 

  • zadbałbyś o nasz związek i liczył się z moim zdaniem

 

  • przytulałbyś mnie częściej.

 

Sama widzisz, że miłość nie gwarantuje nam niczego, bo każdy z nas postrzega ją inaczej. Niektórzy krytykują Cię i poniżają i mówią, że to z miłości i dla twojego dobra.

 

Ja miłością nazywam miks uczuć i oczekiwań. Pragniesz tej osoby w swoim życiu, chcesz dać jej wszystko, co najlepsze ( z twojej perspektywy), martwisz się o nią, wierzysz, że wszystko uniesiecie, bo się kochacie. 

 

Chyba najtrafniej określiła to Temperance Brennan w filmie Kości “Kochasz kogoś, otwierasz się na cierpienie. To smutna prawda. Może złamią ci serce, może złamiesz ich serce i nigdy nie będziesz w stanie spojrzeć na siebie w ten sam sposób. To jest ryzyko. ciężar.Podobnie jak skrzydła mają ciężar, czujemy ten ciężar na plecach, ale są ciężarem, który ma potencjał unoszenia”.

No właśnie potencjał. Okazuje się jednak, że miłość jest jedynie czarującym dodatkiem, który sam nie ma mocy, by zbudować związek  odżywiający całe nasze istnienie.

To skoro miłość nie wystarczy, to na co zwracać uwagę?

 

Oto kilka moich propozycji:

Zamiast patrzeć przez pryzmat miłości (miks oczekiwań i uczuć) spójrzmy na umiejętności, które trzeba do niej dodać, jeśli ma nam wyjść pyszny przepis na związek (to tylko kilka z nich).

Umiejętność patrzenia na to z kim jesteśmy

Wszyscy mamy tendencję do patrzenia na drugiego człowieka przez pryzmat samych siebie. Jeśli Ty jesteś wrażliwa, uczciwa i ważna jest dla Ciebie bliskość, zakładasz, że partner myśli podobnie. To powoduje, że nie widzimy istotnych różnic lub je bagatelizujemy. W efekcie oddalamy się od siebie i wierzymy, że miłość nam pomoże i że znajdzie sposób. 

 

Zachęcam Cię dziś do zadania swojemu partnerowi tych 3 pytań. Pozwolą Ci  one poznać niektóre różnice między wami i paradoksalnie dzięki temu zrobicie pierwszy krok, by wzajemnie się zrozumieć (eliminujecie ból ukrytych oczekiwać).

 

Kiedy czujesz się kochany?

Na co zawsze znajdziesz czas w przeciągu dnia?

Jakie słowa chciałbyś ode mnie usłyszeć, gdy masz jakiś problem?

Umiejętność rozmawiania o trudnościach

 

Wszyscy umiemy rozmawiać, ale niekoniecznie nie raniąc. Same mówienie o uczuciach nie wystarczy. Trzeba wiedzieć jak mówić o tym, co dla nas trudne w sposób, który zbliża. Tego właśnie uczę w Programie Związek od nowa.

Umiejętność brania odpowiedzialności za swoje 100 %

 

Brzmi groźnie wiem. A chodzi tak naprawdę o uznanie, że jeśli masz trudności w kontrolowaniu swoich emocji lub podcinasz sobie skrzydła i partnerowi krytyką, to dajesz z siebie wszystko, by to zmienić. Inwestujesz w swój rozwój, by relacja mogła rozkwitać. Nie bawisz się w grę w obwinianie i wyliczanki, ale robisz swoja robotę. 

 

I oczywiście do tanga trzeba dwojga, czyli tyczy się to dwóch stron, żebyście mogli unosić się nad ziemią (niestety nie każdy chce się zaangażować, ale to nie oznacza, że musimy w tym trwać)

Praktyka współtworzenia

Gdy wspólnie ustalacie i omawiacie priorytety, możecie wtedy z lekkością raz w miesiącu stwarzać plan ich realizacji. Patrząc wspólnie na dwie perspektywy dotyczące tego jak chcecie spędzać wolny czas, jak pomagać sobie w domu (dom to nie związek), jak rozwijać swoją relację…pomoże wam widzieć siebie jako drużynę, jako partnerów, którzy są za sobą a nie w przeciwko sobie

 

Praktyka tych umiejętności  jest wielkim wsparciem dla miłości.

Bez tego i miłość umiera. Ona nie jest samotnym jeźdźcem.

Odżywiają ją ludzie, którzy są gotowi o nią dbać ucząc się nowego i praktykując szacunek, zrozumienie, współtworzenie…

Nie dajmy jej umierać w samotności.

 

Jak rozmawiać, by nie ranić?

 

Szczera rozmowa potrafi zdziałać cuda- bzdura wszech czasów. Większość z nas potrafi mówić szczerze i otwarcie, co myśli i co czuje w danej chwili. To właśnie te szczere rozmowy, często pełne pretensji, szukania winnych, tłumaczenia się i wiecznych oskarżeń niszczą nasze relacje.

 

Znaczenia nie ma czy ze sobą rozmawiamy, ale czy potrafimy rozmawiać nie raniąc.

Co  w takim razie sprawia, że rozmowy na dłuższą metę stają się koszmarem?

 

Przekonywanie partnera do swojej “ jedynej” racji.

 

Być może znasz taką osobę, która stale podkreśla swój punkt widzenia, nawet jeśli nie ma racji. Stara się często zakrzyczeć Cię swoimi argumentami, albo powiedzieć wszystkim innym, jak powinnaś żyć swoim życiem. Zastanawiasz się nad zmianą pracy, a ona od razu mówi Ci jaki błąd popełniasz, ignorując kompletnie twoje potrzeby i nie zadając Ci ani jednego pytania. Dalej wyjaśnia ci, w najdrobniejszy i irytująco szczegółowy sposób, że naprawdę lepiej by było, gdybyś już dała sobie spokój ze swoimi głupimi pomysłami. Sądzisz, że jesteś w stanie stworzyć szczęśliwą relację z taką osobą, która nie bierze Ciebie pod uwagę? Będzie ciężko nawet, gdy jesteś mistrzynią komunikacji.

 

Bycie wiecznie niezadowolonym.

 

Ten sposób patrzenia na świat chyba nie wymaga wiele wyjaśnień. Jeśli wiele lat spędzasz z osobą, która postrzega wszystko z perspektywy dramatu, obwinia wszystkich dookoła, a za własne życie i reakcje nie bierze odpowiedzialności, to masz prawo mieć dosyć. Z kimś, kto cały czas narzeka i widzi wszystko w ciemnych barwach, trudno wytrzymać w rozmowie dłużej niż godzinę, a co dopiero  utrzymywać się na powierzchni przez długie wspólne lata. W końcu i Ty skoncentrowana na szukaniu rozwiązań problemów, będziesz potrzebowała odpocząć lub odejść. Żeby taka relacja się udała, potrzebne są dwie narzekające osoby i wtedy ich komunikacja kwitnie bez najmniejszych problemów.

 

Rzucanie wymówkami w twarz.

 

Kiedy wszystko staje się trudne, niektórzy po prostu rzucą cię (lub kogoś innego) pod autobus, aby się ratować. Z wielką zwinnością przekazują winę wszystkim innym i nie biorą odpowiedzialności za swoje działania. Dlatego wspaniale jest mieć umiejętność przyznawania się do swoich błędów, bo gdy obie strony biorą odpowiedzialność za swoje 100% dopiero mogą budować spełnione relacje. Jedna osoba nie utrzyma takiej relacji, gdy druga wciąż szuka winy po jej stronie.

 

Krytykowanie wszystkiego, co robisz.

Jeśli żyjesz w relacji, w której niezależnie jak się starasz i tak wszystko, co robisz jest niewłaściwe, to żadna ilość komunikacji wam nie pomoże. Nie ona jest problemem, tylko wewnętrzna potrzeba poniżania drugiej osoby w związku. Umyjesz okna, zostawisz jedną smugę to możesz być pewna, że tylko o niej usłyszysz. Pamiętasz o 100 rzeczach a o jednej zapomnisz, już przed twarzą masz transparent z błędem, który popełniłaś.

 

Jeśli masz do czynienia z takimi typami rozmówców,  to hektolitry twojej empatii i zrozumienia nie pomogą, dopóki druga osoba nie zacznie pracować nad swoimi postawami, które zatruwają wasz związek.

 

Jeśli  jednak oddaliliście się od siebie,nie ze względu na złą wolę, ale przez nadmiar obowiązków i prozę życia, to warto zawalczyć i zbudować od nowa intymność, która wzniesie was bardzo wysoko.

 

A teraz poznasz praktyczne sposoby, jak rozmawiać, by nie ranić.

 

Ranimy zwykle, gdy rozmowa wzbudza w nas emocje i  łatwo jest wtedy dać się ponieść starej wyuczonej reakcji.

Oto, co możecie zrobić, by nie doszło do sprzeczki.

 

Gdy jedno z was zauważy w sobie opór w związku z jakąkolwiek niewygodną emocją, która pojawiła się w reakcji na daną sytuację, mówi do partnera: Mam jakąś dziwną reakcję na to, co usłyszałam (lub na to, co się stało). Proszę daj mi chwilę, żebym sama to zrozumiała. Wrócę do Ciebie za chwilę.

Gdy już jesteś sama na sam możesz wziąć kartkę papieru i dokończyć te zdania:

 

Gdy to usłyszałam/to się stało….(poczułam złość)

 

Martwię się…..(że oddalamy się od siebie a ja przez to, że wciąż sprzątam i latam za dziećmi,  staję się dla Ciebie mało atrakcyjna)

 

Gdy to się dzieje, to….(Gdy mówisz mi, że Ciebie nie będzie, a ja od dłuższego czasu biorę tyle zadań na siebie, to rodzi się we mnie mała wściekła dziewczynka)

 

I wtedy myślę sobie, że….(Już Ci na mnie nie zależy i że nigdy już nie wyjdę z tej sterty domowych obowiązków)

 

W takiej chwili potrzebowałabym…( żebyś mnie wysłuchał i bez komentowania przytulił i żebyśmy umówili się na randkę ,a także żebyśmy później zastanowili się, kto może nam pomóc w tych obowiązkach )

 

Potem wracasz do partnera i możesz mu to przeczytać( Poproś, by zareagował dopiero, jak dobrniesz do końca). Przez to unikasz niekontrolowanych reakcji i poczucia, że brakuje Ci słów .

To wymaga praktyki, ale jeśli przez miesiąc zrobicie sobie taki trening, to stanie się to tak naturalne jak mycie zębów.

Jesteśmy tylko ludźmi i nie raz zdarzy się, że dojdzie do nieprzyjemnej wymiany poglądów. Co wtedy?

Gdy jednak doszło do sprzeczki.

 

Jedną z możliwości jest ustalenie rytuału, który przypomni wam ,jak ważni dla siebie jesteście, nawet gdy doszło do kłótni. A to moja propozycja: mini liściki miłosne. Wykorzystaj ten,jeśli Ci się spodobał.

 

Zdaję sobie sprawę, że wczoraj przesadziłam i chciałem ci tylko powiedzieć, jak bardzo mi przykro. Przepraszam Cię za moje słowa.Nie chcę czekać ani chwili dłużej, aby przypomnieć ci, jak wiele dla mnie znaczysz. Wiem, że nie zawsze mówię o tym we właściwym czasie,ponieważ mam paskudny zwyczaj nainderpretowania,czego Ci właśnie potrzeba, ale mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, jak bardzo zależy mi na tobie.Wiem, że są dni, kiedy nawalam i puszczają mi emocje,ale jesteś jedyną osobą, przy której serce bije mi mocniej. Popracuję nad tym, żeby nie reagować w sposób, który może Cię zranić.

 

P.S. Do tanga trzeba dwojga, także sytuacja działa w dwie strony. Gdy on nawali fajnie, gdy napisze do Ciebie podobny liścik po sprzeczce. Ma on wam przypominać, że jesteście jedną drużyną i waszym celem jest mieć wspaniały związek.

Lepiej zapobiegać, niż leczyć.

 

Oto jedno z niezwykłych ćwiczeń bliskości, które polecam wykonywać z partnerem raz na 3 miesiące. Siadacie naprzeciwko siebie i każde z was kończy zdanie “ Coś, co lubię w Tobie,to… Gdy już jedna osoba czuje, że powiedziała wszystko, zamieniacie się miejscami.

 

Partner 1: „Coś, co lubię w tobie, to twoja gotowość do wyrwania mnie z objęć dzieci, gdy widzisz, że już jestem bliska wybuchu”.

 

Partner 2: „Dziękuję, że mi to powiedzialaś”.

 

Partner 1: „Coś, co lubię w tobie, to sposób, w jaki na mnie patrzysz i jak mnie dotykasz, gdy jestem czymś zajęta. Uwielbiam czuć jak mnie pragniesz.”

 

Partner 2: „Dziękuję, że mi to powiedziałaś”.

Żadna zmiana nie jest łatwa na początku. Gdy uczysz się nowego sposobu rozmawiania z partnerem, na początku będzie dziwnie, koślawo, chaotycznie. Jednak wasza systematyczność i zaangażowanie pod koniec dadzą wam niewyobrażalnie piękne owoce.

 

Nie zakładaj z góry, że on się na takie rozmowy nie zgodzi. Mężczyznę przekonują efekty i nowe wyzwania. Owszem jeśli w ostatnim czasie wasze rozmowy kończyły się rozczarowaniem, to może mieć wobec nich opór. By zachęcić go możesz powiedzieć tak “Kochanie wiem, że ostatnie nasze rozmowy pozostawiły wiele niesmaku. Wpadł mi ostatnio w oko artykuł, w którym pisano o tym, jak mówić do siebie, by nie ranić. Tak bardzo bym chciała tego z tobą spróbować. Co Ty na to?”

 

W codziennych relacjach wiele rzeczy może zostać zamiecionych pod dywan. Więc jeśli chcesz dać szansę swojemu związkowi lub nauczyć się prowadzić rozmowy, które nie ranią, to zerknij na ulubione narzędzie par, które ze mną pracują “Intymność w akcji”

Zalecam zadawanie następujących pytań raz na kilka miesięcy, a innych raz w tygodniu.

To niewiarygodne, ile nawet trzydziestominutowa, wolna od zakłóceń, bezpieczna rozmowa, przeprowadzana w komforcie twojego łóżka, może zrobić dla całego waszego związku.

 

Nie wierz mi na słowo. Daj wam JEDNĄ szansę i zobacz, co z tego wyniknie.

 

Dlaczego trwamy w relacjach pomimo bólu?

 

 

Dlaczego trwamy w relacjach nawet, gdy ból przewyższa przyjemność? Dlaczego dajemy miliony szans partnerowi, nawet gdy efekty są wciąż te same? Dlaczego walczymy do końca, do ostatniej łzy?

Odpowiedź wydawałaby się oczywista. I w książkach i niektórych gabinetach psychologicznych usłyszysz, że pewnie miałaś problemy z tatusiem, zostałaś porzucona, skrzywdzona i teraz kochasz za bardzo. Ogólnie na bank masz jakiś problem, którego nie dostrzegasz. Hmm czy faktycznie tu jest pies pogrzebany?

Sama jako psycholog przez pierwsze lata bardzo wierzyłam w ten kierunek tłumaczenia rzeczywistości. Jednak widząc, co się dzieje z osobami, które wciąż trwają w korytarzach przeszłości przyklejając sobie etykiety, zmieniłam swoje podejście do tematu. Jeśli poszukiwanie odpowiedzi w przeszłości sprawia, że wraz ze świadomością  twoje życie zaczyna rozkwitać to super. Moje doświadczenie pokazało, że osądzanie jedynie doprowadza Cię do utrwalenia starych zachowań i prowadzi do wycofania, depresji lub trwaniu w kołowrotku naprawiania samej siebie.

Jeśli i Ty masz podobne doświadczenia, to chcę Ci pokazać inną perspektywę.

Poznaj powody, które dadzą Ci możliwość przerwania spirali trzymania się kurczowo mało satysfakcjonujących relacji.

Czegokolwiek trzymamy się kurczowo, ma to związek z naszą wewnętrzną potrzebą unikania bólu związanego z porzucaniem naszych wartości i obrazu samej siebie.

Inaczej: Potrafimy znieść ból, dopóki wpisuje się on w nasz system wartości i obraz samej siebie. A teraz życiowe przykłady, bo nie cierpię teoretycznych wywodów bez pokrycia.

Twój system wartości, to twoje wewnętrzne przykazania jak żyć, byś czuła, że jesteś wartościowa.  I to ten zbiór przykazań wpływa na twoje decyzje. Przedsawię Ci teraz trzy przykłady:

Wartość:Ważne jest dla mnie, by pomagać innym i ich nie ranić. Prędzej zranię siebie niż innych.

Możliwy efekt: Trwam w bolesnym relacjach, bo nie potrafię znieść dyskomfortu odmawiania innym i patrzenia na ich złość lub łzy.

Czego unikasz: Unikasz bólu ranienia innych, bo na to nie dajesz sobie przyzwolenia. Gdy ranisz to oznacza, że jesteś niewłaściwa.

Obraz samej siebie: Jestem katoliczką i rozwód nie wchodzi w grę. Kim jestem, gdy się na niego zgodzę? Obiecałam, że dopóki śmierć nas nie rozłączy

Możliwy efekt: Staniesz na rzęsach, by utrzymywać mało satysfakcjonujący związek. Będziesz się modliła o wybaczenie dla partnera, gdy Cię zdradzi, ale będziesz trwała u jego boku.

Czego unikasz: Unikasz utraty tożsamości religijnej. Ból związany z grzechem jest gorszy od cierpienia w związku.

Wartość: Związki są dla mnie najważniejsze. Obraz siebie: Bez partnera jestem nikim. Samotność nie wchodzi w grę.

Możliwy efekt: Nawet, gdy rozstaniesz się z partnerem, to szybko wskoczysz w nową relację, nie dając sobie czasu, by określić, czego tak naprawdę pragniesz?

Czego unikasz: Unikasz bólu krytyki, że jesteś samotna. Czujesz się wartościowa tylko mając partnera. Nie ważne jaki, byle był.

To tylko trzy przykłady, a można je mnożyć zgodnie z tym, jakie są nasze najważniejsze 3 wartości.

W takim razie, co zrobić, by przerwać to błędne koło? Moje doświadczenia pokazują, że rozwinięcie tych 4 umiejętności pozwala Ci żyć w radości, bez dodawania sobie niepotrzebnych problemów i zmartwień.

Odkryj jakie wartości i jaki obraz siebie kieruje twoimi decyzjami w życiu.

Uwolnij się od osądzania samej siebie. Mów do siebie językiem mocy a nie bólu.

Na pierwszym miejscu ustaw honorowanie samej siebie i poznanie własnych pragnień. Zmień kolejność wartości na swojej liście tak, by Cię wzmacniały.

Kiedy już znasz swoje wartości i zmienisz ich kolejność, by zbliżały Cię do życia jakiego pragniesz, naucz się korzystać ze swojej intuicji przy podejmowaniu życiowych decyzji.

 

To wszystko są umiejętności do wyćwiczenia, dlatego jeśli chcesz się tego nauczyć, bez maglowania książek i tracenia czasu na błędy, to zapraszam Cię do programu ” Nie chcę mieć racji. Chcę być szczęśliwa”. W połowie kwietnia ruszamy pełną parą.

Czym jest radość z życia?

 

Zastanawiałam się nie raz, po czym poznam, że doświadczam radości w życiu. Czy są jakieś warunki do spełnienia, żeby zaliczyć się do kategorii osoby, która jest szczęśliwa?

 

Czy jest to doświadczanie przyjemnych chwil, które wywołują uśmiech na twarzy?

 

Czy jest to uniknięcie błędów i dostrzeganie dobra we wszystkim co mnie otacza?

 

A może poznanie jakiejś czarodziejskiej formuły, dzięki której spełnię swoje marzenia, niczego nie tracąc po drodze?

 

Oczywiście już pewnie się domyślasz, że na każde z tych pytań odpowiedź brzmi NIE.

 

Radość z życia, ze związku czy z biznesu zawiera w sobie kilka ważnych komponentów, które nie wykluczają niczego a stwarzają przestrzeń większą niż chwilowy stan euforii.

 

Oto one. Przedstawię Ci je w przypadkowej kolejności:

Gotowość do wprowadzenia zmian.

 

To co sprawdzało się dzisiaj, niekoniecznie musi być dobre dla Ciebie jutro. Kiedy trzymasz się sztywno postanowień sprzed kilku lat, musisz udręczyć samą siebie, by się do nich dopasować. Przykładem jest toksyczny związek, w którym trwasz, bo 20 lat temu ślubowałaś, że nie opuścisz aż do śmierci. Gdy związek czy praca staje się dla Ciebie więzieniem (muszę, bo kiedyś wybrałam) tracisz możliwość wyboru i skazujesz się na smutek i frustrację. Radość z życia kryje się w gotowości do wprowadzenia zmian, gdy sytuacja tego wymaga.

Gotowość, by wybierać to, co w twoim życiu stworzy więcej.

 

Jeśli twoim priorytetem jest uszczęśliwianie innych nawet kosztem siebie lub przetrwanie czy też święty spokój, przestajesz stwarzać swoje życie tylko dopasowujesz się do innych. Radość z życia zawiera gotowość do stwarzania własnego życia, zamiast odtwarzania życia innych. Dostrzegasz możliwości zamiast mnożyć problemy. W pierwszym etapie poznajesz samą siebie, swoje priorytety wartości a później określasz czego pragniesz doświadczać. Jeśli jako kobieta nie chcesz mieć dzieci a starasz się być z partnerem, który chce mieć piłkarską drużynę, jedno z was będzie w tym układzie cierpieć. Nie ma w tym nic złego, że wybierasz partnera, który tak jak Ty nie chce mieć dzieci. Wtedy wybierasz to, co w twoim i tej osoby życiu stwarza więcej przestrzeni, możliwości i szczęścia.

Gotowość to pożegnania tego, co Ci już nie służy.

 

Żal jest naturalnym elementem życia. Unikamy go jak ognia, ale zupełnie niepotrzebnie. To tak jakbyś starała się chodzić w rozmiarze 36 a twoja stopa ma już 39.  Nie unikniesz w życiu pożegnań. Tak jak wyrastasz z ciuchów, to tak samo wyrastamy z niektórych relacji, pracy która wykonujemy a nawet z zainteresowań. Opieranie się biegowi życia zabiera nam możliwość doświadczania radości. Szczęście płynie z umiejętności odpuszczenia i pożegnania tego, co już Ci nie służy. W ten sposób nie krzywdzisz innych. Krzywdzisz innych i siebie, gdy udajesz kogoś kim nie jesteś i na przykład przymuszasz się do picia w towarzystwie, gdy już taka forma rozrywki nie sprawia Ci przyjemności.

Uhonorowanie wszystkiego, co przychodzi do twojego życia.

 

Jak łatwo przychodzi nam ocenianie siebie, innych, własnych doświadczeń i otoczenia jako dobrych lub złych.Staramy się wyeliminować to, co uznałyśmy za niewłaściwe, zakleszczając to jeszcze mocniej w swoim życiu.  Dopiero, gdy przestaniemy zamykać oczy na niektóre przejawy życia, możemy doświadczać prawdziwej radości. Łatwo jest doświadczać radości, gdy wszystko idzie po naszej myśli, gdy jesteśmy w ramionach bliskiej osoby, lub dzieje się w naszym życiu coś, co sprawia nam przyjemność. Prawdziwa radość ukryta jest w umiejętności patrzenia na siebie i innych bez oceniania, z pełnym uznaniem ich wyborów a także z szacunkiem do własnych granic. Dobrze jest wiedzieć, że w życiu jest i bogactwo i bieda, radość i smutek, złość i akceptacja, przemoc i delikatność. Nie musimy na nie zamykać oczu.Te wszystkie przejawy życia dają nam wybór. Stwarzają w naszym życiu świadomość tego, czego pragniemy a czego nie chcemy już wybierać. W tej postawie nie ma walki, ataku czy obrony. Nawet, gdy spotka Cię coś nieprzyjemnego potrafisz zareagować w zgodzie ze sobą nie czyniąc siebie lub innych niewłaściwymi. Możesz patrząc na zachowanie drugiej osoby widzieć jej punkty widzenia i to jak wybiera Cię traktować, bez umniejszania sobie lub jej.  To jest prawdziwa radość z życia. Potrafisz postawić granicę będąc w pełni delikatną i w swojej sile.

Gotowość, by nie znać wszystkich odpowiedzi.

 

Wydaje nam się, że musimy przewidzieć każdy drobny szczegół w życiu. Staramy się planować miesiące do przodu, frustrując się, gdy coś nie idzie po naszej myśli. Tak naprawdę każdy wybór stwarza w naszym życiu świadomość i dostarcza nam nowych informacji. Dopiero, gdy zrobisz pierwszy krok, kolejny może objawić się przed twoimi oczami. Rób plany ale ogólne, a szczegóły dostarczy Ci wszechświat na bazie pragnień, które określiłaś.

Uhonorowanie wszystkich uczuć.

 

Nie raz słyszałam od moich klientek to zdanie “Co jest ze mną nie tak. Przez tyle dni byłam zadowolona a znów czuję smutek. Czemu nie potrafię wciąż być szczęśliwa?” Ponieważ jesteś istota, która ma uczucia. To one nadają bieg naszemu życiu. Uczucia pozwalają Ci przeżyć to, co jest dla Ciebie ważne, złość określa, że coś dzieje się wbrew Tobie a żal pozwala Ci się pożegnać. Ból zadają nam nie nasze uczucia ale ich tłumienie i bolesny monolog wewnętrzny. Uczucia są do przeżycia,a nie do przegadania.

 

A czym dla Ciebie jest radość z życia?

 

Czym jest krzywdzenie innych?

Czy kiedykolwiek słyszałaś, że jesteś zbyt wrażliwa i przez to ranisz innych?

Czy kiedykolwiek doświadczyłaś  odrzucenia, gdy miałaś odmienne zdanie od drugiej osoby?

Czy kiedykolwiek ktoś krzyczał na Ciebie, gdy mu odmówiłaś?

 

Jeśli kiedykolwiek doświadczyłaś przemocy emocjonalnej, zaczynasz mieć skrzywiony obraz krzywdy.

 

Byłam bardzo zakochana w swoim pierwszym chłopaku. W dniu w którym miałam odebrać mojego tatę z lotniska, nic nie zapowiadała nadchodzącego smutku i zagubienia. Kiedy przywiozłam już tatę do domu, zadzwonił do mnie mój partner i powiedział “Dzisiaj poznałem fajną dziewczynę i to jest twoja wina, bo gdybyś spotkała się ze mną zamiast odbierać tatę z lotniska, to by do tego nie doszło”.

 

Manipulował tak wiele razy i odwracał kota ogonem, że w końcu uwierzyłam, że to ja jestem winna temu, że on nie może być mi wierny i że to ze mną jest coś nie w porządku.

 

Niezależnie od tego, czy ktoś śmiał się ze sposobu w jaki się ubierasz, czy z poglądów, które prezentujesz, takie chwile powtarzane wielokrotnie sprawiają, że tkwimy w spirali toksycznego poczucia winy.

 

Zastanawiamy się, co inni pomyślą, czy nie będzie im przykro, a same to w sobie tłumimy i przeżywamy w myślach wciąż od nowa.

 

Zatracamy siebie i wszystko co robimy, odbieramy jako krzywdzenie innych.

 

Jak jest naprawdę?

Czy moje uczucia ranią innych?

 

Masz prawo do swoich uczuć i mówienia o nich. Gdy jesteś smutna i ktoś zarzuci Ci, że psujesz mu dzień, to świadczy o jego braku empatii i postawie egoistycznej, a nie o tym, że z Tobą jest coś nie w porządku.

 

Ważne jest, co robisz z tymi uczuciami. Czasem uczucia są tak silne, że powiemy bliskiej osobie coś w nerwach lub bywamy nieprzyjemne. Zamiast potępiać się za to i myśleć, że jesteś złą osobą, wybierz przeprosić. Rozpoznaj sytuację w których wybuchasz i zastanów się, jak następnym razem chciałabyś zareagować. Możesz albo w takich momentach prosić o wsparcie przyjaciół lub powiedz wprost, że nie masz humoru i wolisz zostać sama.

Czy, gdy mam inne zdanie ranię innych?

 

Gdy osoba chce Tobą kierować i zależy jej, żebyś nie miała swojego zdania, będzie się na Ciebie wściekać lub wzbudzać w Tobie poczucie winy.

Te osoby, które Ciebie szanują nie mają problemu z tym, że masz inne zdanie. Dążą do zgody a nie podporządkowania.

Masz prawo mieć inny punkt widzenia, inne upodobania kulinarne lub zainteresowania. Nie ranisz w ten sposób ludzi.

Jeśli ktoś tak uważa, to masz do czynienia z manipulacją.

Czy swoją odmową ranię innych?

 

Owszem nie dyskutuję z tym, że przykro jest, gdy ktoś nam odmawia i dlatego często staramy się mówić TAK, NAWET WBREW SOBIE.

 

Nie możemy odebrać innym prawa do przeżywania żalu i smutku, gdy usłyszą od nas nie. Mniej rani szczere NIE, niż fałszywe TAK.

 

Boimy się często, że jak czegoś nie zrobimy, to stajemy się złym człowiekiem.W naszym przekonaniu pomoc, to ciągłe przytakiwanie i poświęcanie siebie. Jakim cudem twoja krzywda ma wyjść na dobre drugiej osobie? Działając wbrew sobie, unieszczęśliwiasz siebie i innych, bo na pewnym etapie zaczynasz nienawidzić siebie i wyżywasz się na tej osobie dla której się poświęcasz. W tym układzie nie ma wygranych.

 

Nie martw się, że mówiąc nie, przestaniesz mówić Tak i będziesz odbierana jako egoistka. Gdy żyjesz w zgodzie ze sobą, twoje wsparcie jest jeszcze mocniejsze, uskrzydla Ciebie i innych. Gdy przestajesz doświadczać frustracji, że tylko dajesz i dajesz, a nic nie dostajesz w zamian, wkracza do twojego życia niewyobrażalna lekkość. Wtedy twoje granice zbliżają do Ciebie, a nie odpychają.

Owszem będą tez niezadowoleni, ale po co Ci w towarzystwie manipulanci, którym na Tobie nie zależy.

 

Najtrudniej jest uwierzyć, że twoja odmowa nie rani, gdy osoba po rozstaniu postanowi odebrać sobie życie.

 

Może ten artykuł pokaże Ci inną perspektywę

„To nie jest wina Beth, oboje po prostu nie pasowaliśmy do siebie…”

 

Podsumowując:

 

Jeśli nie uderzyłaś, nie wyśmiałaś, nie zabiłaś, nie ukradłaś….a jedynie czujesz, myślisz i odmawiasz, gdy coś jest wbrew Tobie, to nikogo nie zraniłaś!!!!!!!!!!!!!!!!!!